Masz takie dni, kiedy Twoje wewnętrzne „Nie mam siły” walczy z Twoim wewnętrznym „Rób, nie pierdol” a Ty siedzisz i czekasz kto wygra? I co wtedy robisz? Uciekasz czy owijasz się miękkim kocem czekając aż samo przejdzie? Nie wiesz czy się śmiać czy płakać? Włączasz swoją ulubioną playlistę i pozwalasz życiu płynąć? Niech trwa, ale chwilowo bez Ciebie. Dajesz sobie czas na odczuwanie, regenerację i pobycie w samotności?
Ja tak mam ostatnio. Myślałam, że luty jest najgorszym miesiącem do przetrwania, a tu się okazuje, że marzec podkłada nogę…
Życie zaczyna się po 30stce
– ośmielę się zaryzykować stwierdzenie. A już na pewno po przekroczeniu tej magicznej granicy coraz trudniej zatrzymać się, by smakować chwile i dostrzegać sens drobnych spraw dnia codziennego. A przecież smakują wybornie i bywają niezapomniane.
Z wiekiem zmienia się również perspektywa, nastawienie i człowiek zaczyna wiedzieć coś więcej o słodyczy, goryczy, ostrości i stopniu zasolenia kolejnych dni. Wszystkie one składają się w doświadczenia, którymi będę starała się tutaj podzielić. A że z nimi ulotnie, jak z motylami postanowiłam zatroszczyć się o odpowiednią formę by poza melodią, która kojarzy się z osobą, poza zapachem, który przywołuje konkretne sytuacje, poza spojrzeniem, uśmiechem zapisanym w pamięci mieć miejsce, którego nie dotknie klęska niepamięci, a do którego wracać można w każdym czasie, jak często ma się życzenie.





