Ta myśl wracała do mnie jak bumerang. Toczyłam z nią nierównomierną walkę, bo z jednej strony chciałam uciec od emocjonalnego ekshibicjonizmu, który wiąże się z prowadzeniem bloga, a z drugiej strony wiedziałam, że jeśli coś nie daje mi spokoju, angażuje myśli, nie pozwala w nocy spać, jeśli coś tak „ciśnie” w sercu, że powoduje szybsze jego bicie to znaczy tylko jedno, mianowicie to znaczy, że cokolwiek by się stało trzeba się temu poddać i to zrobić.
Uświadomiłam sobie, że strach przed rozłożeniem skrzydeł nie chroni przed upadkiem. Nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć biegu wydarzeń. Ale czy niepewność jutra jest powodem, aby zrezygnować z marzeń i poddać się bez walki? Można co prawda całe życie przejechać na zaciągniętym hamulcu ręcznym i dziwić się, że ciągle czujemy zapach spalenizny własnych zmarnowanych szans, ale ja postanowiłam zwolnić ten hamulec i wyruszyć w drogę.

Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Ruszam zatem mając nadzieję, że będziesz mi towarzyszyć w tej wędrówce i razem będziemy odkrywać przeróżne smaki życia. Gdybyśmy nie posmakowali przeciwności, to nie docenilibyśmy pomyślności. To trochę tak jak z porami roku: gdyby nie było zimy to wiosna nie byłaby tak przyjemna. Nie obiecuję samych słodyczy – wręcz brzydzę się nadmiernym lukrowaniem – zatem na pewno podzielę się też odrobiną goryczy czy pikanterii
Zasmakować życie to znaczy zrozumieć, że jest ono tylko chwilą i nauczyć się celebrować każdy moment. To wyrobić w sobie nawyk chwytania za to, co nowe, wybierania tego, co nieznane, żeby jutro nigdy nie było takie samo, jak wczoraj.
I wcale nie nie chodzi tu o to, by sobie zaplanować, jakich nowości spróbujemy. W tym wyzwaniu chodzi o nieprzewidywalność, o odrobinę szaleństwa i niespodziewane zwroty akcji w naszej codzienności, bo jak pisał George Bernard Shaw: Czymże jest życie, jeśli nie szeregiem natchnionych szaleństw? Trzeba tylko umieć je popełniać! A pierwszy warunek: nie pomijać żadnej sposobności, bo nie zdarzają się co dzień.
W nazwie bloga kryje się jeszcze jedna tajemnica. ZaSMAkuj. SMA (od ang. spinal muscular atrophy) to akronim rdzeniowego zaniku mięśni, którego istotą jest osłabienie i stopniowy zanik mięśni. Proces ten jest spowodowany obumieraniem neuronów ruchowych, które odpowiadają za pracę mięśni. W Polsce choroba ta występuje u jednej na sześć tysięcy osób i przytrafiła się także mnie. Nie czuję się przez to wyjątkowa Uwierzcie, że nie miałabym nic przeciwko, gdyby ta wyliczanka nie trafiła na mnie, ale skoro już tak wypadło to postanowiłam przyjąć to na klatę i żyć ze SMAkiem!
Choroba więc to nie tylko wyrok na całe życie, ale też powód do mobilizacji, żeby pokazać malkontentom, że mimo wszystkich trudności można z tym żyć. Czasem jest przekleństwem, a czasem błogosławieństwem. Nie pytam: dlaczego ja?! Pytam i szukam jak nie stracić każdego dnia?!
Codzienność niesie wiele wyzwań, z którymi trzeba się zmierzyć, ale najważniejsze w tym wszystkim jest podejście! Jedni widzą szklankę do połowy pustą, inni do połowy pełną – ja skupiam się na szklance. Czyli na życiu, które jest darem i to od nas zależy co z nim zrobimy. Nie ma sensu roztkliwiać się nad tym, czego nie mamy. Ważne, aby dostrzec to, co mamy i wykorzystać w 100 procentach! W myśl zasady, która jest moim mottem:
Kiedy życie daje Ci cytrynę, nie rób kwaśnej miny tylko wyciśnij z niej jak najwięcej i…zrób lemoniadę!


Zabieram się z Tobą 🙂
Pięknie piszesz jestem pełna podziwu i siły jaką masz w sobie oraz optymizmu bez granic 😉
Szacunek i czekam na kolejne wpisy <3